W dzisiejszym świecie coraz więcej osób przestaje traktować granice państw jako ostateczną definicję swojego miejsca na ziemi. Dla jednych emigracja jest spełnieniem marzeń, dla innych koniecznością, a dla jeszcze innych szansą na rozwój zawodowy. Niezależnie od powodów wyjazdu, przeprowadzka do innego kraju oznacza konfrontację z nieznanym – nową kulturą, językiem, codziennymi wyzwaniami i koniecznością budowania swojego życia od podstaw.
Choć w mediach społecznościowych życie za granicą często przedstawiane jest jako ekscytująca przygoda, rzeczywistość bywa znacznie bardziej złożona. Emigracja to nie tylko zmiana miejsca zamieszkania, lecz także proces redefiniowania własnej tożsamości, poczucia bezpieczeństwa oraz odpowiedzi na pytanie: gdzie właściwie jest mój dom?
Więcej niż zmiana adresu – co decyduje o naszym sukcesie w nowym otoczeniu?
Według danych International Organization for Migration, w 2024 roku na świecie żyło około 340 milionów migrantów międzynarodowych. Z kolei liczba Polonii i Polaków mieszkających poza granicami kraju wynosi około 22 miliony osób, co ukazuje ogromną skalę tego zjawiska. Migracja jest dziś jednym z najważniejszych procesów społecznych wpływających na współczesne społeczeństwa.
Jednak tak nagła i diametralna zmiana otoczenia należy do doświadczeń, które mogą generować wysoki poziom stresu. Debaty na temat migracji często skupiają się wokół aspektów ekonomicznych, jednak równie ważne są trudności związane z aklimatyzacją oraz jej wpływem na dobrostan psychiczny. Konieczność adaptacji do nowych warunków, budowania relacji społecznych opartych na zupełnie nieznanych zasadach oraz funkcjonowania w odmiennej kulturze wiąże się często z poczuciem niepewności i szokiem kulturowym.
Komunikacja, odgrywająca kluczową rolę w życiu społecznym, bywa ograniczona przez barierę językową, a rodzina i bliscy pozostają w kraju pochodzenia, co może prowadzić do poczucia samotności i wyobcowania.
Jednocześnie doświadczenie emigracji może sprzyjać rozwojowi odporności psychicznej i kompetencji międzykulturowych, stanowiąc cenne i rozwijające doświadczenie. Jak podkreśla American Psychological Association, jednym z kluczowych czynników wpływających na dobrostan migrantów jest poczucie wspólnoty i przynależności. To właśnie relacje z innymi ludźmi pomagają przejść przez proces adaptacji i odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Odnajdywanie siebie między kulturami
O tym, jak wygląda przeprowadzka na drugi koniec świata, zderzenie z azjatycką rzeczywistością oraz budowanie codzienności w całkowicie odmiennej kulturze opowiada Kinga Drożyńska. Od kilkunastu lat mieszka w Azji – najpierw w Hongkongu, a obecnie w Tokio. Zaangażowana w działania na rzecz zdrowia psychicznego, integracji i budowania wspierających społeczności. Współpracuje m.in. z Fundacją Idylla w ramach projektu Idylla Around The World Japonia. Obecnie rozwija autorski projekt Ikingai Better Mental Health, działający na rzecz lepszego dostępu do wsparcia w obszarze zdrowia psychicznego oraz zwiększania świadomości i edukacji w tym zakresie.
W rozmowie opowiada o tym, jak narodziła się decyzja o wyjeździe, z jakimi wyzwaniami wiąże się emigracja oraz dlaczego po latach życia za granicą na nowo zdefiniowała pojęcie „domu”.
Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy pojawiła się myśl: „chcę żyć gdzieś indziej niż w Polsce”?
Tak. Pamiętam, że siedzieliśmy z mężem na ławce podczas podróży po Pekinie i obserwowaliśmy ludzi żyjących tam na co dzień. Uderzyło nas wtedy, jak ogromny jest świat i jak wiele różnych sposobów na życie istnieje. Pomyśleliśmy, że żyje się tylko raz, więc dobrze byłoby spróbować pomieszkać w różnych miejscach na świecie.
Mój mąż pracował wtedy w firmie, która dawała możliwość relokacji. Zgłosił swoją gotowość do wyjazdu do Azji, choć nie wiedzieliśmy jeszcze, dokąd dokładnie trafimy. Ostatecznie zaproponowano nam Hongkong. Od tej pierwszej myśli minęło trochę czasu, bo mieliśmy już małe dziecko, kiedy dostaliśmy taką możliwość, ale cały czas trzymaliśmy się tego pomysłu.
Wiele osób myśli o życiu za granicą, ale niewiele naprawdę się na to decyduje. Co było najtrudniejsze w podjęciu tej decyzji?
Najtrudniejsza jest chyba niepewność. Decydujesz się na coś, nie wiedząc, jak będzie wyglądało twoje życie po drugiej stronie świata. Trzeba mieć odwagę, by wejść w nieznane i zbudować wszystko od nowa – codzienność, relacje, poczucie bezpieczeństwa.
Jest też drugi wymiar tej odwagi. Trzeba pogodzić się z tym, że nie wszyscy będą zadowoleni z takiej decyzji. W naszym przypadku mieliśmy małe dziecko, więc wyjazd oznaczał rozłąkę z dziadkami. To było trudne dla całej rodziny. Musieliśmy zaakceptować fakt, że podejmując decyzję zgodną z naszymi marzeniami, sprawiamy komuś ból. W pewnym momencie trzeba jednak przyjąć odpowiedzialność za własne wybory. Każda decyzja niesie konsekwencje i właśnie ich zaakceptowanie było dla mnie najtrudniejsze.
Jak wyglądało budowanie codzienności w nowym miejscu – najpierw Hongkongu, a później w Tokio – już nie jako turystka, ale mieszkanka?
Przeprowadzka z Polski do Hongkongu była ogromnym przeskokiem. Pochodzę z niewielkiej miejscowości, a nagle znalazłam się w jednym z największych metropolitalnych organizmów świata. Dodatkowo wtedy niedawno zostałam mamą, więc pojawiał się naturalny lęk związany z wychowywaniem dziecka w zupełnie nowym miejscu. Musiałam odnaleźć się w systemie opieki zdrowotnej, znaleźć sklepy, nauczyć się funkcjonowania miasta.
Dziś brzmi to banalnie, ale pamiętam, że nawet znalezienie odpowiedniego supermarketu było wyzwaniem. Kiedy trafiłam do pierwszego sklepu, byłam przekonana, że ceny w Hongkongu są astronomiczne. Dopiero później okazało się, że był to po prostu bardzo ekskluzywny supermarket. Dużym szokiem był też klimat – wysoka wilgotność powietrza,
hałas, tempo życia. To były rzeczy, które wpływały nie tylko na organizację codzienności, ale też na samopoczucie.
Przeprowadzka z Hongkongu do Tokio była już łatwiejsza, bo wcześniej wielokrotnie odwiedzaliśmy Japonię jako turyści. Mieliśmy też znajomych Japończyków, więc kraj nie był dla nas całkowicie obcy.
Czy Japonia okazała się taka, jaką ją sobie wyobrażałaś przed przeprowadzką?
Do pewnego stopnia tak, ale życie w Japonii okazało się trudniejsze, niż przypuszczałam. Nie ze względu na usługi czy organizacje – pod tym względem wszystko działa znakomicie. Trudniejsze okazało się budowanie głębszych relacji, przez co niełatwo jest się tutaj odnaleźć i zintegrować z otoczeniem.
Japońskie społeczeństwo jest dość hermetyczne i zamknięte wobec obcokrajowców. Ludzie są bardzo uprzejmi, pomocni i życzliwi, ale jednocześnie zachowują duży dystans. Nawet w międzynarodowej szkole naszych dzieci widać, że japońskie dzieci częściej trzymają się własnych grup. Podobnie jest z rodzicami. Relacje są bardzo poprawne, ale zazwyczaj pozostają na powierzchownym poziomie. Rozmawia się o codziennych sprawach, ale znacznie rzadziej o czymś bardziej osobistym.
Co najbardziej zaskoczyło Cię w codziennym życiu w Japonii?
Paradoksalnie – poziom biurokracji i technologiczne zacofanie niektórych systemów. Wiele osób wyobraża sobie Japonię jako ultranowoczesny kraj, a tymczasem w wielu obszarach funkcjonuje według rozwiązań, które wydają się bardzo przestarzałe. Przy załatwianiu różnych spraw nadal wypełnia się ogromne ilości dokumentów. Kiedy kupowaliśmy dom, część formalności wymagała wręcz operowania gotówką przy dużych kwotach, co z europejskiej perspektywy wydaje się dziś czymś zupełnie niezwykłym.
Z drugiej strony wszystko działa bardzo sprawnie. Urzędy funkcjonują świetnie, a poziom obsługi jest wyjątkowy. Japońska uprzejmość nie jest tylko stereotypem – naprawdę czuć, że ludzie starają się pomóc i rozwiązać problem. Japonia uczy cierpliwości. Jeśli ktoś nie
zaakceptuje tego, że pewne rzeczy robi się tutaj inaczej, bardzo szybko zacznie się frustrować.
Jak zmieniło się Twoje rozumienie „domu” po tylu latach życia w różnych krajach?
To pytanie często wracało, zwłaszcza kiedy zaczęliśmy wychowywać dzieci. Zastanawiałam się, gdzie jest ich miejsce i z jaką kulturą będą się identyfikować.
Z czasem nauczyłam się jednak patrzeć na dom inaczej. Duży wpływ miał na to mój mąż, który od dzieciństwa często się przeprowadzał. Dla niego dom nigdy nie był konkretnym budynkiem czy miejscem na mapie. Dziś myślę podobnie. Dom jest tam, gdzie jesteśmy razem i gdzie budujemy swoją codzienność. Nie musi być związany z jednym krajem czy jednym adresem.
Czy emigracja sprawia, że ludzie bardziej potrzebują wspólnoty i wzajemnego wsparcia?
Zdecydowanie tak. Kiedy żyjemy daleko od własnego kraju i kultury, bardzo potrzebujemy kontaktu z ludźmi, którzy rozumieją nasze doświadczenia.
Japończycy mogą być niezwykle życzliwi, ale nie zawsze rozumieją wyzwania związane z życiem między kulturami. Łatwiej rozmawia się z kimś, kto sam przeszedł przez proces adaptacji, budowania życia od nowa czy mierzenia się z poczuciem bycia obcym. Dlatego tak ważne jest tworzenie przestrzeni, w których ludzie mogą się spotykać, wymieniać doświadczeniami i wspierać nawzajem.
Co powiedziałabyś osobie, która marzy o zmianie życia, ale boi się zrobić pierwszy krok?
Powiedziałabym przede wszystkim, żeby nie traktowała tej decyzji jak wyroku na całe życie. My sami wyjeżdżaliśmy z myślą, że zostaniemy za granicą najwyżej rok. Chcieliśmy po prostu spróbować. Dopiero później pojawiały się kolejne możliwości i kolejne decyzje.
Mam takie podejście, że lepiej czegoś spróbować, niż całe życie zastanawiać się, co by było, gdyby. Nawet jeśli coś nie wyjdzie, zawsze zdobywamy doświadczenie i uczymy się czegoś nowego. Kiedy działamy, otwierają się kolejne możliwości. Kiedy nie robimy nic, nie dajemy sobie nawet szansy, by je zobaczyć.
Poza schematami, ale w zgodzie ze sobą
Choć emigracja rozpoczyna się od zmiany miejsca zamieszkania, w rzeczywistości jest przede wszystkim podróżą w głąb siebie. Wymaga odwagi, cierpliwości i gotowości do funkcjonowania poza tym, co znane i przewidywalne. Życie w innym kraju to nie tylko poznawanie nowych kultur, ale również nieustanne redefiniowanie własnej tożsamości, relacji i poczucia przynależności. Dom nie zawsze jest miejscem wskazanym na mapie. Czasem staje się nim przestrzeń tworzona przez bliskich ludzi, codzienne doświadczenia i poczucie, że niezależnie od szerokości geograficznej możemy żyć w zgodzie ze sobą.
Autor: Martyna Korczyńska, studentka SWPS Wrocław
Tekst powstał w ramach praktyk w The Talk Box
