W mediach społecznościowych zmiana często wygląda jak początek nowego, lepszego życia. Przeprowadzka do innego kraju, nowa praca, własny biznes czy decyzja o rozpoczęciu wszystkiego od nowa przedstawiane są w atrakcyjnej i inspirującej formie. Patrząc na takie historie, można odnieść wrażenie, że dla innych ludzi sukces jest naturalnym i niemal gwarantowanym efektem podjętej decyzji.
W rzeczywistości jednak wiele życiowych zmian nie zaczyna się od ekscytacji, ale od momentu, w którym coś przestaje działać. Zmęczenie, brak satysfakcji zawodowej czy poczucie utknięcia w miejscu sprawiają, że pojawia się potrzeba poszukiwania nowego kierunku. Sama zmiana staje się nieunikniona, jednak znalezienie sposobu na jej przeprowadzenie często okazuje się znacznie trudniejsze niż podjęcie decyzji o tym, że jest potrzebna.
Poszukiwanie równowagi zamiast rewolucji
Według raportu „State of the Global Workplace” firmy Gallup jedynie 20% pracowników na świecie deklaruje zaangażowanie w swoją pracę. Jest to najniższy poziom, jaki wskaźnik osiągnął od 2020 roku. Jednocześnie badacze zwracają uwagę na utrzymujący się wysoki poziom stresu oraz problemy związane z dobrostanem psychicznym osób zatrudnionych.
Okazuje się to kluczowe, ponieważ badania pokazują, że pracownicy, którzy lubią swoją pracę, mają poczucie, że pozytywnie wpływa ona na życie innych oraz wierzą, że mają wpływ na to, co robią, deklarują wyższy poziom dobrostanu i większe zaangażowanie zawodowe.
Coraz więcej osób nie poszukuje więc spektakularnej rewolucji, ale sposobu na odzyskanie poczucia sensu, sprawczości, równowagi i wpływu na własne życie. Największe transformacje rzadko wynikają z jednego, nagłego impulsu. Znacznie częściej są efektem długotrwałego niezadowolenia, wewnętrznego konfliktu lub poczucia, że dotychczasowa droga przestała być zgodna z własnymi wartościami. Proces zmiany bywa jednak
wymagający, ponieważ wiąże się z niepewnością, lękiem i koniecznością opuszczenia strefy komfortu.
Między kryzysem a nowym początkiem – sztuka przechodzenia przez zmianę
O tym, jak naprawdę wygląda przechodzenie przez zmianę i dlaczego nie zawsze przypomina ona motywacyjne historie znane z mediów społecznościowych, opowiada Agnieszka Gawędzka – coach, mentorka i terapeutka RTT, która zajmuje się wspieraniem w czasie zmian i pokonywania kryzysów, zarówno życiowych, jak i zawodowych. Obecnie mieszka w Japonii, a doświadczenie emigracji stało się dla niej jedną z najważniejszych lekcji dotyczących rozwoju, otwartości i poznawania samej siebie.
Na co dzień zajmujesz się wspieraniem kobiet w zmianie życia. Skąd bierze się potrzeba zmiany?
Myślę, że żadna osoba tak naprawdę nie ma potrzeby zmiany. Jest ona jednak nieuniknioną częścią życia i wszyscy jej podlegamy. Wszystko się zmienia – okoliczności, relacje, praca i my sami. Problem pojawia się wtedy, gdy próbujemy się temu opierać.
Sama miałam w życiu moment, kiedy znalazłam się w trudnej sytuacji zawodowej i zrozumiałam, że zmianę można przechodzić inaczej. Nie w desperacji, płaczu i oporze, ale w sposób bardziej świadomy, lekki i zgodny ze sobą. Właśnie dlatego zaczęłam pracować z kobietami. Mimo że jako ludzie często nie chcemy zmian, one i tak się pojawiają. Chcę pomagać kobietom przechodzić przez nie w sposób bardziej zrównoważony, tak aby ten proces był możliwie lekki i spokojny.
Z jakimi problemami najczęściej przychodzą dziś do Ciebie kobiety?
Kobiety, które trafiają do mnie, najczęściej nie przychodzą dlatego, że marzą o spektakularnej zmianie. Są już w trudnej sytuacji i po prostu nie wiedzą, jak sobie z nią poradzić.
Często są to tematy związane z pracą i brakiem satysfakcji zawodowej. Mówią, że nie lubią swojej pracy, nie widzą w niej sensu albo nie wiedzą, jak poradzić sobie w relacji z przełożonym czy zespołem. Często czują, że chciałyby coś zmienić, ale mają zobowiązania i nie wiedzą, od czego zacząć.
Pojawia się brak pewności siebie, poczucie niedocenienia, wypalenie zawodowe czy przekonanie, że mogłyby osiągnąć więcej, ale nie wiedzą jak. Czasem dotyczy to dużych życiowych decyzji, a czasem bardzo konkretnych kwestii, takich jak prośba o podwyżkę. Bywa też, że pracują tak dużo, że nie mają przestrzeni na życie prywatne czy założenie rodziny. To bardzo życiowe problemy, ale w gruncie rzeczy często sprowadzają się do poczucia braku harmonii, sensu i satysfakcji.
W mediach społecznościowych często widzimy narrację „zmień swoje życie”. Jak różni się wykreowany w internecie obraz od rzeczywistej zmiany?
W mediach społecznościowych wszystko wygląda znacznie prościej. Widzimy przede wszystkim efekt końcowy – to, co atrakcyjne, inspirujące i kolorowe. Znacznie rzadziej pokazuje się drogę prowadzącą do celu. Prawdziwa zmiana nie zawsze jest przyjemna. Wiąże się z oporem, lękiem i dyskomfortem. Możemy wiedzieć, co chcemy zrobić, a jednocześnie bać się wykonać pierwszy krok.
Dobrą metaforą jest wejście na Mount Everest. Jeśli ktoś chce zdobyć szczyt, przygotowuje się do tego przez długi czas. Trenuje, zmienia nawyki, buduje kondycję. Sam proces przygotowań często nie jest komfortowy, ale jest konieczny. Podobnie jest ze zmianą. Musimy być gotowi nie tylko na sukces, ale też na momenty zwątpienia, brak motywacji czy trudniejsze dni. Prawdziwa zmiana to również przygotowanie się na to, jak poradzimy sobie w takich momentach.
Jak wygląda proces zmiany i wychodzenia z miejsca, które przestało dawać satysfakcję?
Pierwszym krokiem jest określenie, czego tak naprawdę chcemy. Często osoby, które trafiają do mnie, mówią, że jeszcze tego nie wiedzą. Dopiero później zaczynamy odkrywać kierunek, w którym chcą podążać.
Następnie przyglądamy się wartościom, bo to one są naszym kompasem. Sprawdzamy, jakie dana osoba ma zasoby, kompetencje i mocne strony, oraz z czego może już teraz skorzystać. Bardzo ważne są też przekonania i sposób myślenia. Patrzymy na to, co wspiera daną osobę, a co ją blokuje. Dopiero później pojawia się konkretny plan działania i rozłożenie zmiany na mniejsze kroki.
Przeprowadzka do innego kraju, w Twoim przypadku do Japonii, również jest ogromną zmianą. Jak wpłynęła ona na Ciebie i Twoje życie?
Diametralnie. Myślę, że Japonia jest dziś jednym z moich największych nauczycieli. To zupełnie inna kultura niż ta, w której dorastałam. Dzięki temu zaczęłam dostrzegać, że wiele rzeczy, które uważałam za oczywiste, jest po prostu polskim sposobem patrzenia na świat. Japoński kod kulturowy jest zupełnie inny i właśnie na styku tych dwóch kultur często pojawia się dyskomfort.
A dyskomfort bardzo dużo uczy. Dzięki niemu uczę się cierpliwości, akceptacji, większej uważności i zachwytu nad rzeczami, których wcześniej nie dostrzegałam. Fascynuje mnie dbałość o detale, estetyka codzienności czy sposób podawania potraw. To drobne rzeczy, ale pokazują zupełnie inne podejście do życia.
Bardzo cenne jest dla mnie również poznawanie ludzi z innych kultur. Odkrywam Japonię poza najbardziej popularnymi miejscami i właśnie te codzienne spotkania dają mi najwięcej wiedzy o tym kraju.
Czy można powiedzieć, że emigracja jednocześnie obnaża nasze słabości i nas rozwija?
Zdecydowanie tak. Emigracja pokazuje nasze ograniczenia, przekonania i miejsca, w których mamy największy opór wobec tego, co inne. Nie chodzi o ocenianie danej kultury jako lepszej czy gorszej. Jest ona po prostu inna. Jeśli mamy opór przed zaakceptowaniem tej odmienności, zaczynamy czuć się nie na miejscu. To była dla mnie jedna z najważniejszych lekcji.
Kluczowa jest ciekawość i chęć zrozumienia. Im bardziej akceptujemy, że coś może być po prostu inne, tym łatwiej odnajdujemy się w nowym miejscu. Życie za granicą bardzo rozwija.
Uczy otwartości, odporności psychicznej i patrzenia na świat z różnych perspektyw. Trudne doświadczenia również są częścią tej drogi, ale właśnie one często budują w nas kompetencje, których wcześniej nie mieliśmy.
Świadomie przez zmianę
Zmiana rzadko wygląda tak, jak ją sobie wyobrażamy poprzez pryzmat otaczających nas medialnych kreacji. Nie zawsze zaczyna się od wielkiego marzenia czy odważnej decyzji, ale często od zmęczenia, braku satysfakcji i poczucia, że dotychczasowy sposób życia przestał odpowiadać naszym potrzebom. Rozwój nie jest nieustannym dążeniem do bycia kimś innym, ale coraz lepszym rozumieniem siebie samego. Czasem największa zmiana nie polega na rozpoczęciu nowego życia, ale na nauczeniu się świadomego przechodzenia przez to, które już mamy.
Autor: Martyna Korczyńska, studentka SWPS Wrocław
Tekst powstał w ramach praktyk w The Talk Box
