Komunikacja w czasach przebodźcowania – dlaczego słyszymy więcej, a rozumiemy mniej?

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp

Table of Contents

Żyjemy w epoce nadmiaru informacji


Każdego dnia zalewa nas fala powiadomień, maili, reklam, podcastów i postów. Jeszcze
kilkadziesiąt lat temu, żeby dowiedzieć się, co dzieje się na świecie, trzeba było poczekać na wieczorne wiadomości albo kupić gazetę. Dziś wystarczy kilka sekund, by informacja z
drugiego końca globu wylądowała na ekranie naszego telefonu.


Smartfony miały nas do siebie zbliżyć i dać nieograniczony dostęp do wiedzy. I faktycznie – możemy pogadać z każdym i sprawdzić wszystko w parę sekund. Tylko czy to masowe
przesyłanie wiadomości sprawiło, że lepiej się rozumiemy?


Paradoks polega na tym, że im więcej rozmawiamy, tym częściej się kłócimy, źle
interpretujemy swoje intencje i ślizgamy się po powierzchni tematów. Słyszymy mnóstwo
dźwięków i słów, ale coraz trudniej wyłapać z nich to, co naprawdę ważne.


Czym jest przebodźcowanie informacyjne?


Pojęcie przebodźcowania odnosi się do sytuacji, w której liczba docierających do człowieka
bodźców przekracza jego możliwości percepcyjne i poznawcze. Mózg nie jest w stanie
efektywnie przetwarzać nieograniczonej ilości informacji. W rezultacie zaczyna działać
mechanizm selekcji, który pozwala skupić się jedynie na części docierających treści.


Badacze mediów określają to zjawisko mianem przeciążenia informacyjnego (information
overload). Oznacza ono stan, w którym odbiorca otrzymuje więcej informacji, niż jest w
stanie świadomie przeanalizować. Nadmiar danych prowadzi do zmęczenia poznawczego,
obniżenia koncentracji oraz trudności w podejmowaniu decyzji.


W praktyce oznacza to, że coraz częściej przeglądamy nagłówki zamiast czytać całe
artykuły, oglądamy kilkunastosekundowe materiały zamiast dłuższych analiz i reagujemy na
emocjonalne hasła, nie weryfikując ich kontekstu. W efekcie komunikacja staje się szybka,
ale jednocześnie coraz bardziej powierzchowna.


Walka o nasze minuty


W sieci nic nie jest darmowe – płacimy tam swoim czasem i uwagą. Portale
społecznościowe i reklamodawcy doskonale o tym wiedzą. Algorytmy bez przerwy analizują
to, w co klikamy, żeby podsuwać nam treści, które przykleją nas do ekranu na dłużej.


A co klika się najlepiej? Skandale, kontrowersje i wszystko, co budzi skrajne emocje: złość,
strach czy oburzenie. Przez to rzadziej myślimy logicznie, a częściej reagujemy
impulsywnie. W takim świecie nie ma miejsca na spokojną dyskusję. Liczy się to, co jest
głośne, krótkie i wyraziste.


Zamiast słuchać, skanujemy

Przestaliśmy czytać i słuchać uważnie – teraz po prostu skanujemy rzeczywistość.
Wchodzimy na stronę i w kilka sekund oceniamy, czy warto tam zostać, czy scrollować dalej.


Przenieśliśmy to niestety także na relacje z ludźmi. Ilu z nas rozmawia z kimś, jednocześnie
odpisując na Messengerze albo przeglądając feed? Mit wielozadaniowości dawno upadł – mózg nie robi dwóch rzeczy naraz, tylko co chwilę przełącza się między nimi. A przy każdym takim przeskoku tracimy wątek i łatwiej o nieporozumienie. Często tylko udajemy, że słuchamy.


Bańki i monologi


Social media miały dać głos każdemu. I dały, ale przy okazji zamknęły nas w tzw. bańkach
informacyjnych. Algorytmy podsuwają nam tylko to, z czym i tak już się zgadzamy. Przez to
rzadziej stykamy się z innym punktem widzenia, a społeczeństwo coraz bardziej się polaryzuje.


Rozmowy zaczynają przypominać dwa równoległe monologi. Każdy chce wykrzyczeć swoje
zdanie, ale nikt nie ma ochoty usiąść i spróbować zrozumieć, dlaczego ta druga strona myśli
inaczej.


Ceną jest nasz święty spokój


Ten wieczny szum odbija się też na naszym zdrowiu. Pojawiło się zjawisko FOMO –
paniczny lęk przed tym, że coś nas ominie, jeśli chociaż na chwilę odłożymy telefon.
Sprawdzamy powiadomienia mechanicznie, nawet w środku nocy. Żyjemy w ciągłym
napięciu, jesteśmy wiecznie zmęczeni, brakuje nam koncentracji, a nasza cierpliwość do
innych drastycznie spada.


Jak z tego wyjść?


Nie jesteśmy bezbronni, ale musimy zacząć dbać o swoją „higienę cyfrową”. Trzeba nauczyć
się dawkować informacje, wybierać mądrze źródła i czasem po prostu się wyłączyć.


Równie ważne jest odkurzenie starej, dobrej umiejętności aktywnego słuchania. W czasach,
gdy każdy chce być słyszany, to właśnie uważność, odłożenie telefonu na bok i autentyczne
skupienie się na drugim człowieku stają się największą wartością.


Nasz problem nie polega na tym, że wiemy za mało. Wiemy za dużo, ale zbyt
powierzchownie. Przyszłość dobrej komunikacji wcale nie zależy od nowych technologii,
szybszego internetu czy lepszych aplikacji. Zależy od tego, czy potrafimy wrócić do podstaw:
do zwolnienia tempa, refleksji i prawdziwego dialogu. W przebodźcowanym świecie
luksusem nie jest już sam dostęp do informacji, ale umiejętność zachowania trzeźwego
myślenia i spokoju.

 

Autor: Gabriela Dąbrowska, studentka SWPS Wrocław

Tekst powstał w ramach praktyk w The Talk Box

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp